Świat
Gracz odwiedza oczywiście ten sam świat, w którym zawitał już przy okazji grania w Morrowind. Jest to ten sam świat, lecz nie tam sam region. Tym razem jesteśmy w samym sercu cesarskiego imperium, w prowincji Tamriel. Tamriel to dość duża wyspa, której obejście zajmie graczowi bardzo dużo czasu - jednak o wiele, wiele mniej, niż obejście całej wyspy dostępnej w Morrowindzie. Poza tym krajobraz Tamriel jest mało urozmaicony - wszędzie te same drzewa, te same jeziora, te same góry (nie licząc północnych okolic mapy, gdzie klimat staje się nieco surowszy). Na szczęście ta jednostajność nie nuży, bo lwią część czasu gracz spędza w miastach, podziemiach, starych świątyniach i kryptach, a podróżować można bardzo szybko, po prostu klikając na mapie w miejsce, gdzie chcemy się udać - o ile oczywiście już wcześniej w nim byliśmy. Jeżeli nie, trzeba tam dotrzeć pieszo lub konno - co jest bardzo nudnym, lecz prostym zadaniem. Inaczej niż w Morrowindzie, w Oblivionie odnajdywanie miejsc przeznaczenia jest dziecinnie proste - czasem na tyle, że aż prosi się w duchu twórców, by w następnym queście było trzeba nieco więcej pokombinować. Niestety, przez całą grę wszystkie miejsca mamy podane jak na tacy. Znacznie przyspiesza to rozgrywkę, lecz odbiera jej nieco klimatu.